poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Jak nie zostałem gwiazdą

Berlin, niedzielne upalne popołudnie. Pod Muzeum Fotografii, obok Dworca Zoo.

Podchodzi do mnie jakiś pan, koło pięćdziesiątki, ale z gatunku takich wyluzowanych. Mówi po niemiecku, ale po mojej ripoście, że w tym języku nie rozumiem, przechodzi na płynną angielszczyznę:
- Straszny dziś upał. Byłeś na wystawie Helmuta Newtona?
- Tak, bardzo fajna
- Ja się dopiero wybieram. Skąd jesteś?
- Z Polski
- Mam dużo znajomych Polaków, ale wszyscy mieszkają w Berlinie. A co robisz w Polsce?
- Jestem dziennikarzem - przyznaję, że wtedy zacząłem rozważać możliwości ucieczki
- Fajna praca. Ja pracuję w pornobiznesie.
- Naprawdę?
- To nie to, co myślisz. Jestem już za stary na taką karierę. Jestem producentem.
I po chwili ciszy:
- Mógłbyś zagrać, jeśli byś chciał
- Nie dzięki, jestem żonaty
- A, to co innego. Wiadomo
Chwila ciszy, ale nie odpuszcza:
- Ale wiesz, są takie filmy, kojarzysz, gang bang. Tam nie widać twarzy, może jednak
- Nie, na pewno nie
- OK. To do zobaczenia może kiedyś...

20 minut później, wciąż na dworcu Zoo.
- Już wyjeżdżasz? - oczywiście, znajomy pornoproducent
- Tak, za kilka godzin.
- Może jednak byś był zainteresowany?
- Nie, nie. Dzięki.
- W razie czego często tu bywam. Do zobaczenia.

piątek, 14 sierpnia 2009

Wojsko Polskie poszło z duchem czasu. Zrobiło sobie logo.

W zasadzie zrobił je Andrzej Pągowski, nie wiadomo czemu wciąż uważany za guru polskiego plakatu, choć za nowymi trendami to on już dawno nie nadąża. Ale pal licho, Pągowski dobrych projektów ma na koncie sporo, więc mu odpuszczamy. Problem w tym, że ten akurat jest brzydki (a zobaczyć go można choćby tutaj).
Powkurzałem się chwilę, ale potem zrozumiałem, o co chodzi. Przypomniałem sobie bowiem projekt pomnika Norwida (zobacz). Orzeł siedzi tam zasłuchany w słowa wieszcza. No i ten orzeł, gdy sam zobaczył, co chcą z nim zrobić na pomniku Norwida, po prostu spierdala jak najdalej. Na razie trafił do literki P w logu wojska. Ale obawiam się, że będzie chciał uciec przynajmniej do jakiegos rezerwatu, żeby już nikt nie musiał się na niego gapić.