niedziela, 13 lutego 2011

Smacznego

Nazwy produktów spożywczych bywają inspirujące, zaskakujące, dziwaczne. Ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. A jak już zobaczyłem, to wiem, że nie spróbuję. Zdjęcie z jakiegoś sklepu internetowego, bo w spożywczaku nie zrobiłem, chyba na skutek szoku.


Milksełko. MILKSEŁKO. MILK-kurwa-SEŁKO.
M I L K S E Ł K O. 

Brawo. 

Z archiwum N

W życiu każdego nadchodzi czas pożegnania. Czasami są smutne bardziej niż inne. Dziś żegnam moją Nokię tak starą, że nie pamiętam, jaki to model. Żegnaj Nokio! Przeszłaś ze mną więcej niż jakikolwiek inny telefon. Życie jest jednak brutalne, więc wymieniam Cię na młodszą koleżankę, też z Finlandii. 
Na pocieszenie kilka zdjęć z remanentu karty pamięci. Jakość taka sobie, ale aparat miał zaledwie 2 megapiksele. Choć pamięta czasy, gdy było to aż 2 megapiksele.

Na początek - ostrzeżenie. Plakat krzywo naklejony na latarnię, ale widać, o co chodzi. Chciałem dowiedzieć się więcej, ale termin nie pasował, choć z pracy miałem blisko. Wiem wszak, że Apokalipsa w 2012 roku już działa (Franciszek Smuda?). Jednak najbardziej ujmująca wydaje mi się nazwa całego cyklu wykładów/prelekcji/wystaw czy co tam to w ogóle było. 



Salon urdy "Lidia" właściwie nie wymaga komentarza. Zastanawia tylko niekonsekwencja. Skoro wąsiki i paszki, to powinny być też nóżki, łydeczki i udka. I bródka, oczywiście. 
Ciekawe, ile za wizytę w "Lidii" zapłaciłby yeti?



Może i mało śmieszne, ale pamiątka z remontu parkingu podziemnego przy Klifie. Jak bardzo musiał być z siebie dumny autor tej planszy, że tak ładnie mu się napis zmieścił. 



Empik. Bez komentarza. Choć i tak dobrze, że nie Salieri. 



Markpol przy metrze Stokłosy. Z takim hasłem kierownik tej placówki mógłby w cuglach wygrać wybory samorządowe. Zwłaszcza, że były również tygodnie szalonych cen! sera i ryb. 



I dwa zdjęcia reklamy w autobusie. Sam plakat jest już wystarczająco absurdalny (ZTM nie ma najwyraźniej dobrych copywriterów na swoich usługach), ale aż prosił się o ten dopisek. Dopisek, dodajmy, tak oczywisty, że aż żałuję, że sam nie wpadłem na ten pomysł. Na ogólnym zdjęciu nie widać, więc daję zbliżenie.





Na samo zakończenie potwierdzenie znanej maksymy, że prawda was wyzwoli. Nie dotyczy kur, oczywiście.


piątek, 11 lutego 2011

Przeciw antysemityzmowi

Historia prawdziwa, straszna, niestety, choć jak sądzę wiele osób by ją zbagatelizowało. 
W biurowcu, w którym pracuję, odbywa się od dłuższego czasu remont, co jest o tyle istotne, że często podróż windą odbywa się w towarzystwie robotników, zazwyczaj uprzejmych, spokojnych, nikomu nie wadzących specjalnie.
Ostatnio przyszło mi z dwoma takimi osobnikami spędzić w windzie uroczych kilkanaście sekund, w czasie których byłem świadkiem takiego mniej więcej dialogu (wkroczyłem w jego środek, więc nie wiem, kim był osobnik opisywany, choć łatwo się domyślić, że ich kolegą po fachu):

Robotnik 1: ...i wali strasznie, jebany.
Robotnik 2: No bo się myje raz w tygodniu w sobotę, jak do tego swojego Białegostoku pojedzie.
Robotnik 1: I owłosiony jak małpa, kurwa, widziałeś?
Robotnik 2: He, he, stara to go kurwa powinna opalać nad gazem.
Robotnik 1: Wtedy to by żydem śmierdział...

Ostatnie słowa padły, gdy obaj dżentelmeni wysiadali już z windy. Nie zareagowałem. Nie zdążyłem, nie wiedziałem jak, niewątpliwie stchórzyłem też, a te parę sekund nie starczyło, żeby cokolwiek wymyślić. I tak się wstydzę. Nie jestem przesadnym obrońcą politycznej poprawności, generalnie staram się - jeśli już - kategoryzować ludzi według kategorii dobry/zły, a nie ze względu na jakiekolwiek cechy fizyczne.

Ale i tak mi wstyd. Choćby za to, że muszę zareagować jedynie w taki sposób, otóż kierując poniższe słowa do osobnika występującego w dialogu jako Robotnik 1. Wiem, że nigdy ich nie przeczyta (na moim bogu nie ma gołych bab, więc jeśli nawet potrafi korzystać z internetu, to nigdy tu nie trafi), ale muszę to napisać:
Skurwysynu, stuknij się w swój pusty łeb.
Amen.