Historia prawdziwa, straszna, niestety, choć jak sądzę wiele osób by ją zbagatelizowało.
W biurowcu, w którym pracuję, odbywa się od dłuższego czasu remont, co jest o tyle istotne, że często podróż windą odbywa się w towarzystwie robotników, zazwyczaj uprzejmych, spokojnych, nikomu nie wadzących specjalnie.
Ostatnio przyszło mi z dwoma takimi osobnikami spędzić w windzie uroczych kilkanaście sekund, w czasie których byłem świadkiem takiego mniej więcej dialogu (wkroczyłem w jego środek, więc nie wiem, kim był osobnik opisywany, choć łatwo się domyślić, że ich kolegą po fachu):
Robotnik 1: ...i wali strasznie, jebany.
Robotnik 2: No bo się myje raz w tygodniu w sobotę, jak do tego swojego Białegostoku pojedzie.
Robotnik 1: I owłosiony jak małpa, kurwa, widziałeś?
Robotnik 2: He, he, stara to go kurwa powinna opalać nad gazem.
Robotnik 1: Wtedy to by żydem śmierdział...
Ostatnie słowa padły, gdy obaj dżentelmeni wysiadali już z windy. Nie zareagowałem. Nie zdążyłem, nie wiedziałem jak, niewątpliwie stchórzyłem też, a te parę sekund nie starczyło, żeby cokolwiek wymyślić. I tak się wstydzę. Nie jestem przesadnym obrońcą politycznej poprawności, generalnie staram się - jeśli już - kategoryzować ludzi według kategorii dobry/zły, a nie ze względu na jakiekolwiek cechy fizyczne.
Ale i tak mi wstyd. Choćby za to, że muszę zareagować jedynie w taki sposób, otóż kierując poniższe słowa do osobnika występującego w dialogu jako Robotnik 1. Wiem, że nigdy ich nie przeczyta (na moim bogu nie ma gołych bab, więc jeśli nawet potrafi korzystać z internetu, to nigdy tu nie trafi), ale muszę to napisać:
Skurwysynu, stuknij się w swój pusty łeb.
Amen.
piątek, 11 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz