Pamiętacie Marcina Lebiodę? Bohatera "Misji profesora Gąbki", dobrego zbója, który chciał być podróżnikiem?
Lebioda, z pasją czytający wiekopomne dzieło Gregoriusa Simonidesa "Opisanie krain dziwacznych y wielce ciekawych na krańcach świata naszego znayduiących się", miał pewnej nocy piękny sen. Otóż przyśniło mu się, że wyruszył na wielką wyprawę do dalekiego kraju, gdzie tubylcy powitali go transparentem o mniej więcej takiej treści: "Witamy wielkiego podróżnika Marcina Lebiodę, który przybywa, by nas odkryć" (cytuję z pamięci, sorry, jeśli się gdzieś pomyliłem).
Lebioda przypomniał mi się po lekturze "Dziennika" z 5/6 lipca. Na ostatniej stronie, na tzw. belce pojawił się odsyłacz do tekstu o dzikich plemionach. Brzmi on tak: Na świecie żyje jeszcze blisko 100 nieodkrytych plemion.
Skoro nieodkrytych, to skąd wiemy, że sto? Tekst (notabene ciekawy), do którego się zajawka odnosi, oczywiście nie mówi o plemionach nieodkrytych, ale takich, które unikają kontaktu z cywilizacją.
Ale być może to jest jakiś pomysł na opisanie rzeczywistości? Trzeba ogłosić: 100 plemion czeka na odkrycie. Są jeszcze cztery nieznane nauce pierwiastki. Hollywood szuka dwóch ostatnich oryginalnych pomysłów, etc. Przynajmniej wszyscy będziemy wiedzieć, do czego zmierzamy.
A skoro o znaleziskach mowa, to krótka refleksja na temat mojego prywatnego odkrycia. Odkryłem bowiem dla siebie pana Lucjana Strzygę. Nie dosyć, że z takim nazwiskiem powinien pisać horrory, to jeszcze wyprodukował ostatnio na łamach "Polski" (3 lipca) przepiękne zdanie: Poczet nieboszczyków i hektolitry rozlanej krwi uszczęśliwią nawet najbardziej wymagającego urlopowicza. Zdanie co prawda puentuje tekst o wznowieniach książek (a dotyczy konkretnie "Cyklopa" Clive'a Cusslera), ale pan Strzyga powinien sprzedać je jakiemuś biuru podróży oferującemu wakacje w wydaniu ekstremalnym. Jego literacki wysiłek nie poszedłby przynajmniej na marne.
niedziela, 6 lipca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz