piątek, 14 sierpnia 2009

Wojsko Polskie poszło z duchem czasu. Zrobiło sobie logo.

W zasadzie zrobił je Andrzej Pągowski, nie wiadomo czemu wciąż uważany za guru polskiego plakatu, choć za nowymi trendami to on już dawno nie nadąża. Ale pal licho, Pągowski dobrych projektów ma na koncie sporo, więc mu odpuszczamy. Problem w tym, że ten akurat jest brzydki (a zobaczyć go można choćby tutaj).
Powkurzałem się chwilę, ale potem zrozumiałem, o co chodzi. Przypomniałem sobie bowiem projekt pomnika Norwida (zobacz). Orzeł siedzi tam zasłuchany w słowa wieszcza. No i ten orzeł, gdy sam zobaczył, co chcą z nim zrobić na pomniku Norwida, po prostu spierdala jak najdalej. Na razie trafił do literki P w logu wojska. Ale obawiam się, że będzie chciał uciec przynajmniej do jakiegos rezerwatu, żeby już nikt nie musiał się na niego gapić.

środa, 27 maja 2009

Morda w kubeł, hejnał grają

Oto niezły kawałek z mojej macierzystej gazety.

"Nikomu nie będzie wolno zagłuszać hejnału mariackiego – krakowscy radni chcą, by na Rynku Głównym podczas odgrywania słynnej melodii turyści przerywali rozmowy, a właściciele restauracji wyłączali muzykę. Kto się nie dostosuje, dostanie mandat. – To jakiś absurd – komentuje prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.
Cisza ma obowiązywać około pięciu minut, za każdym razem, gdy z wieży mariackiej płynąć będą dźwięki hejnału.
W tym czasie obecni na rynku przechodnie będą musieli ściszyć głos, koncertujący artyści przerywać występy, a restauratorzy wyłączać muzykę. Kto się nie dostosuje, zostanie ukarany przez straż miejską – najpierw upomnieniem, potem mandatem. – Myślimy o niewysokich karach w granicach 20 zł. To powinno wystarczyć – twierdzi Paweł Bystrowski, radny klubu PO i pomysłodawca uchwały".
Dalej padają argumenty, że hejnał jest starszy niż hymn, turyści zamiast słuchać bezczelnie gadają, a w knajpach gra muzyka. Przypominam, że hejnał jest w Krakowie grany okrągłą dobę co godzinę, co słuchaczy pierwszego programu polskiego radia może zmylić, bo oni słyszą hejnał tylko w południe.

Nie zawsze warto wierzyć w rewelacje "Dziennika", ale jeśli to prawda, to mamy do czynienia z absurdem przekraczającym wszelkie granice.
Proponuję jeszcze, co następuje:
- wprowadzenie powszechnego nakazu zachowania absolutnej ciszy podczas jakiejkolwiek emisji bądź wykonania pieśni "Barka"
- nakaz ciszy podczas przemówień prezydenta, premiera i marszałka sejmu
- obowiązkowy nakaz klękania przed radiem maryja - w promieniu 50 metrów od dowolnego radioodbiornika nadającego w danej chwili tę stację
- nakaz oglądania telewizji publicznej co najmniej cztery godziny na dobę
- nakaz pierdolnięcia się w głowę każdego dnia, najpóźniej o godzinie 9 rano. Bez pierdolnięcia można, niestety, zacząć nagle myśleć, a to w naszym kraju nie byłoby wskazane.

wtorek, 24 lutego 2009

Z życia Casanovy

Nie jeden mędrzec od marketingu i reklamy już dawno zauważył, że seks może sprzedać wszystko. To, co niedawno zobaczyłem na Ursy, gdzie szczęśliwie od kilku tygodni mieszkam, nie jest pewnie najbardziej kuriozalnym przykładem próby zaprzęgnięcia rubasznych skojarzeń do celów marketingowych. Ale i tak polecam, zwłaszcza wesołe hasło reklamowe tuż pod dachem samochodu...



Choć być może trzeba się nieco zastanowić, zanim skorzysta się z usług firmy Konar.

piątek, 19 grudnia 2008

Jestem niedziennikarzem

Awantura, która wybuchła po komentarzu wicenaczelnego "Wyborczej" Piotra Pacewicza, komentującego wybór Bogdana Rymanowskiego na dziennikarza roku, jest czymś zgoła kuriozalnym. Trudno jednak nie zabrać w tej sprawie głosu.
Pacewicz w tekście "Niedziennikarz roku" podkreśla, że nie chodzi mu o Rymanowskiego jako takiego, ale o profesję, jaką uprawia. „Nie określiłbym jej terminem dziennikarstwo” - pisze. "Cóż to za dziennikarstwo? Co takiego ważnego Bogdan Rymanowski ma do przekazania Polakom? Na czym się zna? Jakich wartości broni? Co ujawnia, czego byśmy nie wiedzieli?" - pyta Pacewicz, nazywając prowadzony przez Rymanowskiego program "Kawa na ławę" mianem "nieszczęścia mediów".
Ja nie mam zamiaru bronić Rymanowskiego, bo ani nie jest on moim ulubieńcem, ani tym bardziej wrogiem. Ale wydaje się, że nie od tego jest Piotr Pacewicz, żeby oceniać, kto jest, a kto nie jest dziennikarzem. Tudzież - jak określa Rymanowskiego i innych ludzi telewizji, prowadzących podobne programy - pseudodziennikarzem.
Nie wiem, czy to chwilowe zaćmienie umysłu, czy po prostu - nigdy nie wierzyłem, że coś takiego napiszę – GW w swoim pędzie do ustawiania świata na swój obraz i podobieństwo trochę się jednak zagalopowała.
Gdyby stosować zadane przez Pacewicza pytania jako kryterium bycia dziennikarzem, większość osób pracujących w tym zawodzie by się nie załapała. A ja już na pewno. Nic w tym dziwnego: ani wartości żadnych specjalnie nie przekazuję, ani ich nie bronię (swoją drogą, ciekawe co zrobi Pacewicz np. z Semką, Nowakiem czy Korwin-Mikkem, którzy zdecydowanie bronią wartości, ale zgoła innych niż "Wyborcza"), ani niczego nie ujawniam, a i wreszcie znam się na rzeczach raczej mało dla życia przeciętnego Polaka istotnych.
Co dalej, zatem? Dziennikarzem nie jestem. Krytykiem też nie, bo brakuje mi - że tak powiem - odpowiednich narzędzi i wykształcenia.
Jeśli już ma więc się określić, to - stosując nomenklaturę Pacewicza - jestem niedziennikarzem.
Ale nagród żadnych się za to nie spodziewam.

środa, 17 grudnia 2008

No fuckin' comments



Podziękowania - znowu - dla H., który wypatrzył to cudo w warszawskim metrze.

niedziela, 14 grudnia 2008

The Poison

Rzadko oglądam telewizję, ale jak już, to zdarza mi się trafić na prawdziwą perełkę. Dziś taką był poranny program "Dzień dobry TVN".
Otóż prowadzący ów program dziennikarze przywołali niechlubny epizod z najnowszej historii Ukrainy, a mianowicie próbę otrucia prezydenta Juszczenki, dodając coś w rodzaju, że wszyscy ze zgrozą obserwowaliśmy jego walkę o życie.
A po co to TVN-owi było? Ano po to, żeby zapowiedzieć materiał o tym, jak uważać robiąc przedświąteczne zakupy, żeby nie kupić czegoś nieświeżego i się nie zatruć. Padały porady m.in. pani robiącej zakupy, która zawsze kupuje świeże ryby, a wie to, bo kupuje żywe.
Redakcji TVN gratuluję wyczucia.
A jeśli ktokolwiek zastanawiałby się, dlaczego w niedzielę rano oglądałem "Dzień dobry TVN", to chyba tylko dlatego, że lubię czuć, jak życie przecieka mi przez palce.

niedziela, 2 listopada 2008

Powtórne przyjście Zbawiciela

Jeśli czekacie na powrót Mesjasza, to on już tu jest. Prowadzi sieć myjni samochodowych.
Niewierni, zajrzyjcie: www.christ.com.pl

Pan czeka z akcesoriami i serwisem.
Kryste, pomiłuj.

Duży ukłon w stronę H., który zwrócił uwagę mojej niegodnej osoby na ten święty zakład.